czwartek, 25 sierpnia 2011

Uprzejmie polecam poniższe ubranko. Wraca po dwudziestu paru latach moda na noszenie dwóch zszytych prostokątów, trójkątów, kół z dziurą na szyję i tak dalej, nie martwi mnie to zbytnio, bo można o kilka kilogramów dyskretnie przyrosnąć, ale taki żakiecik - trzeba kliknąć "image" - kosmospoprostukosmos i dowód na istnienie sił nadprzyrodzonych. 

http://www.allcrafts.net/fjs.htm?url=www.showstudio.com/projects/ddl_yamamoto/download.html

 

A jak komu mało, to tu jest Galliano. 

http://www.allcrafts.net/fjs.htm?url=www.showstudio.com/projects/unf/unf_start.html

Widać, że chuligan :) Nie to, co AM.

http://www.allcrafts.net/fjs.htm?url=www.showstudio.com/projects/ddlmcqueen/download.html

Szkoda, że więcej nie będzie. 

wtorek, 23 sierpnia 2011
piątek, 19 sierpnia 2011
środa, 10 sierpnia 2011
sobota, 06 sierpnia 2011
wtorek, 19 lipca 2011

 

Jeśli ktokolwiek zauważył, że moje wpisy z czasem utraciły natrętną regularność i delikatnie zanikły, a nie wiedział, że i mnie może się przytrafić coś trak strasznego jak urlop, i np. zasmucił się tem zniknięciem mojem, to pocieszam i informuję - jestem znów. A czas pourlopny jest zaiste okropny.

Wnioski z Wizji Lokalnej (w kieszonce plecaka, a czasem i w ręce, miałam tego Lema właśnie; korelował):

- Polska nie jest A i B. Polska w porywach dochodzi co najmniej do D;

- nad przegraną Lublina w "wyścigu" do bycia Europejską Stolicą Kultury 2016 i wygraną Wrocławia nie ma co szarpać klawiatury. Kelnerzy na starówce są kulturalni, natomiast każdy, kto przyjeżdża do Lublina czymś innym niż samochód, na pewno się zastanawia, czy to aby miasto wojewódzkie. A co dopiero stolica czekogolwiek. Ja wiem, cieszyć się należy, że w ogóle w każdym kierunku jeździ stamtąd bus, autobus, pociąg albo taksówka, ale jeśli do jednego z najczęściej polecanych w każdym folderze i portalu miejsc w sobotę wakacyjną dostać się można TYLKO JEDNYM jedynym prywatnym busem o 7.05 i to tylko w jedną stronę (z powrotem piechotką do Lubartowa, a stamtąd busy to co 10 minut wręcz), to może trzeba zainwestować w teleporty, taki wynalazek przyszłości? Swoją drogą Kozłówka na półtorej godziny przed najazdem turystów (samochodowych) ma wielki urok.

Aha - za to komunikacja miejska w Lublinie jest rewelacyjna, zwłaszcza strona w internecie, gdzie można wyszukać dokładnie, co, skąd, kiedy, którędy. Tylko trzeba wcześniej wiedzieć, żeby szukać ZTM, a nie np. MPK;

- to nie jest czas dla turystów. Co już niezasłonięte - straszy nowością. Co zasłonięte - reklamami firm, które dobrały się do unijnych funduszy. Co jeszcze niezasłonięte - wiadomo, straszy zawaleniem. Za chwilę - 5 lat, 10 - wszystko będzie piękne. I umajone tablicami unijno-dziękczynnymi (ale na szczęście w większości to tablice z dwuletnią gwarancją przydatności...);

- zanim pojechaliśmy, dokładnie studiowałam szlaki piesze. Na miejscu się okazało, że to w większości szlaki projektowane, ale na szczęście to nie Kaszuby i można się po ludzku dogadać, kiedy "szlak" rozwidla się na 3 drogi:)

W samym Lublinie najbardziej podobał mi się skansen. A kilka dni później identyczne piwniczki w ziemi i chałupy i studnie - no, ale już bez strzechy - widziałam na żywo w stanie naturalnym. No i to było to - przez godzinę wędrowania nie minął nas ani jeden samochód, pejzażu nie zakłócały druty elektryczne, za to końska kupa wyglądała autentycznie i świeżo. 

I ostatnie - że to co pięknie wygląda na zdjęciu niekoniecznie jest tym, co chciałoby się otrzymać w spadku - drewniany dom z eternitem, w wielkim zachwaszczonym ogrodzie, ze zdziczałymi gruszami, studnią, na wzgórzu, przy przystanku, gdzie autobus raczy przyjechać raz dziennie i to tylko w dni robocze podczas roku szkolnego, wszędzie jest daleko albo pod górkę, więc rowerem też średnio fajnie, a jak pada, to na pewno bez kaloszy na podwórko się nie wyjdzie - no i tak sobie teraz tu dochodzę do wniosku, że może i mogło mi się lepiej trafić, np. w totolotka, ale na razie się nie zamieniam ani na pracę ani na mieszkanie. I chyba po to był ten wyjazd potrzebny, żeby nabrać takiego przekonania.

 

Ale... gdyby tak trafić w totolotka... chatę przykryć dachówką... mieć autko 4x4... 

 

poniedziałek, 04 lipca 2011
sobota, 02 lipca 2011
sobota, 25 czerwca 2011

Ba, i dla doznań ekstremalnych taki nie musi nigdzie wyjeżdżać, w jakieś Himalaje czy na Śnieżnik.

piątek, 24 czerwca 2011

 

A że tam czasem coś zmyje czy zaleje? To symbolicznie tylko, bo czymże jest jakiś dach w obliczu wieczności. Oho, już widzę pierwsze symboliczne krople na szybie, a symboliczny wiatr wyje jak orkiestra grająca Pendereckiego...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10